Stany Zjednoczone znajdują się w coraz gorszym położeniu, jeśli chodzi o wielkie technologiczne starcie ze swoim największym wrogiem i rywalem, czyli Chinami.
Miara potęgi
Centralna oś rywalizacji pomiędzy USA i Chinami przebiega dzisiaj na linii półprzewodników. Mówimy o jednym z najważniejszych, jeśli nie kluczowym obszarze współczesnej gospodarki i niezbędnym składniku wielu gałęzi nowoczesnej technologii - począwszy od znajdujących się w każdym domu pralek czy innych urządzeń AGD, aż po przemysł wojenny i systemy naprowadzania rakiet.
Dlatego też - i nie jest to żadna wiedza tajemna - dostęp do niezawodnych i przystępnych cenowo półprzewodników ma wpływ na gospodarczą, ale także militarną potęgę kraju. Najlepszym tego przykładem są z kolei Chiny. Ich gwałtowny wzrost w ciągu ostatnich 20 lat wynika głównie z wysokiej koncentracji globalnej produkcji elektroniki. Chińskie firmy, takie jak Huawei czy ZTE, przodują dziś w technologiach kwantowych, sztucznej inteligencji oraz technologii 5G.
Imperium kontratakuje
W ostatnich latach Stany Zjednoczone starały się ograniczyć dostęp Chin do technologii półprzewodników. Tradycyjnie Waszyngton ograniczał eksport najnowocześniejszych układów, które mogłyby mieć zastosowanie militarne, wierząc, że Stany Zjednoczone mogą działać szybciej i sprawniej niż Chiny, właśnie dzięki innowacjom i wolnemu handlowi.
Wszystko się jednak zmieniło po ogłoszeniu przez Chiny strategii "Made in China" w 2015 roku. To właśnie wtedy zaczęły się pojawiać obawy, że militarna i ekonomiczna potęga Chin rośnie szybciej niż oczekiwano, do czego wykorzystywane są właśnie komercyjne technologie USA.
Nic więc dziwnego, że Stany Zjednoczone przeszły do działania i chcąc utrzymać przewagę w obszarze półprzewodników zdecydowały się na znaczące ograniczenie sprzedaży zaawansowanych półprzewodnikowych technologii chińskim firmom - bez względu na ich działalność, czy to czysto komercyjna i cywilną, czy wojskową. Do tego wszystkiego doszło wsparcie krajowego przemysłu półprzewodników poprzez ustawę CHIPS and Science Act o wartości 280 miliardów dolarów.
Kto wygra to starcie?
Czy taka polityka Waszyngtonu może przynieść długofalowe korzyści? „The Economist” uważa, że to mało prawdopodobne. USA robi bowiem dokładnie to samo, co w innych przypadkach na horyzoncie pojawiało się mocarstwo próbujące zagrozić pozycji lidera.
Ograniczanie i zapobieganie tym razem może być problematyczne. Pozycja amerykańskich firm w globalnym łańcuchu półprzewodników nie jest bowiem tak silna, a podjęte działania - pokłosie pandemii, wojen i napięć pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem - są spóźnione. Wniosek nasuwa się więc sam: USA rozpoczęły wojnę, której nie będą w stanie wygrać.
As w rękawie?
Waszyngton podchodzi jednak do tematu bardzo poważnie, co przekuło się z kolei na limit maksymalnej prędkości przetwarzania układów scalonych, które mogą być sprzedawane w Chinach, a także limit prędkości transferu danych tychże chipów. Jest to z kolei kluczowy czynnik przy uczeniu dużych modeli sztucznej inteligencji, niezwykle żmudnej czynności, która wymaga łączenia ze sobą dużej liczby układów.
- Wygląda na to, że rząd Stanów Zjednoczonych nie chce definitywnie zamykać wysiłków Chin w dziedzinie sztucznej inteligencji, ale nieco je ograniczyć - powiedział Patrick Moorhead, cytowany przez „Financial Times”.
Co ciekawe, według chińskich inżynierów, tylko układy Nvidia są w stanie zapewnić efektywność potrzebną do uczenia modeli AI. Wydajność pojedynczego układu z serii 800, pomimo osłabionych prędkości transferu, nadal jest lepsza od innych dostępnych na rynku rozwiązań.
Amerykanie grają więc mocnymi kartami i gdyby tylko chcieli, to mogliby jeszcze mocniej uderzyć w Chińczyków. Ich ogranie na tym polu nie jest jednak ich celem samym w sobie. Długoterminowy plan zakłada bowiem powiększania przewagi przy jednoczesnym „grillowaniu” Pekinu i trzymaniu asów w rękawie, które w tej rozgrywce gigantów na pewno będą mieć swoje znaczenie.







